Nr 4/2016 (LX) ISSN 2083-7321




Aleksandra Okulus
Dział Udostępniania Zbiorów WBP w Opolu

Prasoteka. Subiektywny przegląd czasopism Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Opolu


Czułość i kryształowe gablotki… Przyczynek do artykułu o twórczości Mirelli von Chrupek, zamieszczonego w lipcowym wydaniu „Zwierciadła” z 2016 roku1

„Czułość - bywa jak pełny wojen krzyk,
I jak szemrzących źródeł prąd,
I jako wtór pogrzebny…”
Cyprian Kamil Norwid2


Na pozór zwyczajny przedmiot, który objawia swą czarodziejską moc i pobudzając do granic możliwości naszą wyobraźnię staje się bramą do alternatywnej przestrzeni; sfery tego, co niesamowite, niemożliwe, nie z tego świata… Przykłady? Na pewno stara, przepastna szafa stojąca w domu jednego z bohaterów Opowieści z Narnii C. S. Lewisa. Albo szkatułka ze złotym Skarabeuszem w opowiadaniu Edgara Allana Poego - „motor [różnorakich] hipotez i marzeń” oraz obietnica „czegoś więcej”3. Może to być również „kryształowa gablotka” ze słynnego wiersza Williama Blake’a, za sprawą której podmiot liryczny doświadcza niezwykłej wyobraźniowej wizji. Wreszcie znajdująca się w centrum Warszawy, dawna usługowa witryna, którą Mirella von Chrupek – nietuzinkowa artystka, fotografka i kolekcjonerka4 przeobraziła w Gablotkę – jedyny w swym rodzaju baśniowy mikroświat, od ponad roku „wyrywający” zabieganych przechodniów ze strumienia codziennych spraw. Jak dopowiada Artystka, „projekt ma na celu ożywienie ulicy i poprawienie humoru warszawiakom w okresie słoty i ciemnych dni”5. Roztaczane przez wyjątkową witrynę uroki promieniują jednak z magią przekraczającą rogatki stolicy. O niezwykłej mocy Gablotki przekonaliśmy się – oddaleni od Niej kilkaset kilometrów - za pośrednictwem lipcowego „Zwierciadła”, w którym to pewnego dnia natrafiliśmy na Jej sugestywny opis:

„Niszczejąca kamienica w centrum Warszawy. We wnęce prowadzącej do wejścia obłażąca różowa farba, rysowane flamastrem tagi, resztki zdartego ogłoszenia. Pięknie nie jest. Wiele osób mija bramę, nie podnosząc wzroku. Gdyby to zrobili, mogliby zauważyć coś dziwnego. Kolorowe kwiaty i dwa małe ptaszki ukryte za szybką. Jakby okno do innego świata, gdzie kwiaty zdążyły rozkwitnąć jeszcze większą pełnią kolorów. Nie brakuje jednak takich, którzy zaskoczeni widokiem na chwilę zwalniają i zerkają na gablotkę z uśmiechem. I właśnie o ten moment chodzi. Błysk zadziwienia i oczarowania w przewidywalnej szarej rzeczywistości”.6

Uwiedzeni, urzeczeni i zafascynowani postanowiliśmy, że przyjrzymy się bliżej dziełu Mirelli von Chrupek (nie bez uzasadnionych wątpliwości, czy podołamy trudnemu zadaniu), dopisując tym samym skromną glosę do tego, co tak ciekawie opowiedziała na łamach miesięcznika Sylwia Kawalerowicz.


13.05.2015, III odsłona, Gablotka, Marszałkowska 41, Warszawa (fot. Mirella von Chrupek)

Warszawska Gablotka wywołuje niezaprzeczalny zachwyt, odsyła swego widza w rejony bajkowej fantasmagorii i funduje mu przy tym z ducha dziecięcą uciechę, zwłaszcza jeśli zważyć, że Jej mieszkańcami są śliczne zabawki7. Jednak spotkanie z minigalerią – i myśl tę pragniemy w niniejszym tekście zgłębić - może również wiele powiedzieć o fenomenie czułości; o rozmaitych, a nierzadko sprzecznych i paradoksalnych obliczach tego bardzo delikatnego uczucia. Zauważmy, że dzieło Mirelli von Chrupek niemal w całości przepojone jest swoistą tendresse8, która być może nawet była siłą motywującą jego powstanie. Bo czyż nie ludzki odruch troski, tkliwości oraz chęci roztoczenia opieki nad czymś bezbronnym i słabym nie kierował Artystką, kiedy, jak dowiadujemy się z magazynu, po raz pierwszy zobaczyła opuszczoną witrynę?

„Wystawową gablotę przy Marszałkowskiej 41, w której lokalny szewc prezentował buty, Mirella mijała kilka razy dziennie. Pewnego deszczowego dnia zwróciła jednak uwagę, że maleńka wystawka stoi pusta.[…] – Na łuszczącej się farbie leżała teraz tylko jedna mała ususzona mucha. Smutne. Miniświatek z zaschniętą muszką. Pomyślałam, że zaopiekuję się tym miejscem, stworzę tam swoją krainę, okienko do innego świata”.9

Nasuwają się odległe skojarzenia z Schulzowskim Traktatem o Manekinach; a przynajmniej z tymi jego fragmentami, w których mowa o domagającej się współczucia i „dotyku miłości” materii, świecie przedmiotów (rzekomo!) martwych10. Artystka z iście macierzyńską opiekuńczością zaaranżowała więc w samym sercu ruchliwej metropolii wyjątkową „przestrzeń czułości” – „ciepły inkubator”, w którym odnajdują schronienie mali Bohaterowie minigalerii oraz sama, skazana początkowo na popadnięcie w ruinę, szklana gablota. Stworzenie domu dla zabawek można śmiało interpretować jako „gest ocalający”, zgodnie ze wszystkimi wyznacznikami tendresse - „siostry miłości”11.

Co więcej, „bajkowe scenografie”12 wywołują taki sam przebłysk czułości u widza, który po raz pierwszy napotyka Gablotkę (na ulicy, prasowym zdjęciu, w Internecie). Pocieszna parka włochatych Yeti, milutka dinozaurka Dino Bambino, śliczna Lalka Bulinka i jej szczurek Sabinka… Czy w przypływie jakiegoś dziecięcego rozmarzenia nie chciałoby się po prostu wziąć do ręki te maleństwa, przytulić je i pobawić się nimi, tak jak czyniliśmy to w „genialnej epoce dzieciństwa”? Uczeni wyjaśniliby pewnie nasze żarliwe pragnienie, odwołując się do analogii z rozczulającą estetyką „cuteness” i schematem Kindchenschemy, wszak wzbudza czułość to, co naznaczone jest „syndromem dziecięcości”; to, co maleńkie, miękkie, okrągłe, różowe, jasne i słodkie jak choćby zabawki13. Takie zaszufladkowanie projektu Mirelli von Chrupek byłoby chyba jednak zbytnim uproszczeniem. Albowiem ciepłą, sympatyczną aurę, jaką zazwyczaj roztaczają „obiekty cuteness14 studzi kryształowy chłód szyby, za którą zabawki Artystki zwykle są schowane15.

Szyba niczym nieprzekraczalna granica powściąga nadmierny zapał widza, który mógłby przecież – wzorem brutalnego bohatera, dyskretnie patronującej naszym rozważaniom, „Kryształowej gablotki16 - zniszczyć delikatną strukturę mikroświata, kryjącego w swym wnętrzu drogocenny skarb. Czułość, jaka emanuje z dzieła Mirelli von Chrupek bardziej przypomina emocję, którą Milan Kundera przepięknie opisał w scenie przytulania się dwojga bohaterów powieści Życie jest gdzie indziej; scenie ukazującej „objęcie-zapieczętowanie”, które chroni bezbronną istotę niczym „pancerna kasa”17. Każdy widz Gablotki musi owo „zaryglowanie” z należytym taktem i subtelnością uszanować.


"Ostatni dzień lata", 31.08.2015, IV odsłona, Gablotka, Marszałkowska 41, Warszawa (fot. Mirella von Chrupek)

Bo czyż czułość nie bywa czasem okrutna? Niewątpliwie, w miłość wobec zabawek wpisana jest pewna doza przemocy. O niewytłumaczalnej agresji dzieci wobec swoich lalek; przemocy wprost proporcjonalnej do bezbronnego milczenia jej ofiar, pisał już Charles Baudelaire18. Jurij Łotman legitymizował tę brutalność teoretycznie, wyróżniając dwie postawy wobec dzieła sztuki – „dorosłą”; wysublimowaną i medytacyjną oraz „dziecięco-ludyczną”; przyjmowaną między innymi w stosunku do lalek i ujawniającą „element siły” (”audytorium […] krzyczy, dotyka, wtrąca się, obrazka nie ogląda, lecz obraca go dookoła, przemawia zamiast namalowanych postaci, do biegu sztuki miesza się, pouczając aktorów, książkę bije lub całuje”)19. Być może należałoby jak Rainer Maria Rilke upatrywać źródeł przemocy wobec łątek w „wyniszczającej czułości”; w niespełnionych próbach ich ożywienia, w daremnych projekcjach fantazji („złotego deszczu […] pomysłowości”, „jedwabnego puchu […] serca”)20. A może rację ma Radosław Filip Muniak, który poszedł krok dalej i sformułował tezę, którą ze względu na paralele z sytuacją widza podziwiającego Gablotkę warto w tym miejscu przytoczyć:

„Przypomnijmy sobie, jak się czuliśmy oglądając zabawki w witrynie sklepowej nie mogąc ich nawet dotknąć. Powoduje to w nas irytację, a nawet złość. Dlaczego? Czy dlatego, że nie spełniamy naszej zachcianki? Czy problem sięga głębiej? Może niespełniona zostaje inna rzecz, nasza potrzeba egzekwowania na lalce naszej władzy”.21

Jeśli przywołać znowu Łotmanowską dystynkcję, kusząca (choć również ryzykowna i być może błędna) wydaje się teza, że Gablotka narzuca pierwszy modus odbioru – dojrzały, intelektualny, wyrzekający się jakiejkolwiek dominacji, oparty na poszanowaniu dystansu i na czułości mocno powściągniętej, niejako wymoderowanej.

Czyżby więc najlepszym świadectwem czułości był brak czułości? W pewnym sensie tak. Udowadnia to poruszający temat „zakochania się w zabawce” film pt. Miłość Larsa22. Wbrew pozorom, nie przypomina wcale tendresse snucie fantazji przez tytułowego bohatera, który pragnie ożywić ukochaną lalkę. Larsowe fantasmagorie w zasadzie niczym się nie różnią od animistycznej przemocy, jaką despotyczne dziecko zadaje swojej zabawce. Naznaczony czułością jest – paradoksalnie – dopiero akt dosłownej agresji wobec Bianki. Uśmiercenie lalki oznacza nie tylko wyrzeczenie się jakiejkolwiek władzy nad nią, ale także wyrośnięcie z dzieciństwa, co otwiera Larsowi drogę do autentycznej relacji ze światem. Kto zatem jest prawdziwie czuły w historii wyreżyserowanej przez Craiga Gillespiego? Otóż, na wyżyny tkliwości wznoszą się - pełni skądinąd zrozumiałych rozterek – rodzina i przyjaciele dziecinnego, aspołecznego, bojącego się dotyku Larsa23, którzy dla jego dobra postanawiają uczestniczyć w misternie zaaranżowanej iluzji, nigdy jednak nie tracąc z pola widzenia zwyczajnej (dorosłej) rzeczywistości.


"Zimowy spacer", 28.01.2016, VI odsłona, Gablotka, Marszałkowska 41, Warszawa. (fot. Mirella von Chrupek)

Wydaje się nam nieśmiało, że podobny morał płynie z lekcji, jakiej udziela Gablotka. Wywołuje Ona dziecięcy zachwyt i uśmiech na twarzy przechodnia, który powinien jednak wiedzieć, że musi iść dalej – pokrzepiony krótkim „błyskiem zadziwienia i oczarowania”24.

Okładka czasopisma Zwierciadło została zamieszona w artykule za zgodą redakcji.
Zdjęcia Gablotek zostały zamieszone za zgodą artystki Mirelli von Chrupek.


[1]Zwierciadło” – magazyn kultowy. Nieocenione źródło informacji, inspiracji, porad. Tradycyjnie zaliczane do tzw. „prasy kobiecej” pismo porusza szerokie spektrum zagadnień z rozmaitych dziedzin (kultura, psychologia, zdrowie, lifestyle), tak że wspomniana „etykieta” wydaje się tylko umowną bibliograficzną klasyfikacją. Magazyn został założony przez Ligę Kobiet Polskich w 1957 roku. Obecnie jego redaktorem naczelnym jest Katarzyna Montgomery.
[2] C.K. Norwid, Pisma wszystkie. Wiersze, red. J. W. Gomulicki, Warszawa 1971, t. 2, s. 85.
[3] Zob. G. Bachelard, Poetyka przestrzeni. Szuflady, kufry i szafy, [w:] „Pamiętnik Literacki” 1976, z. 1, s. 241.
[4] Szersza i głębsza analiza oryginalnej twórczości Mirelli von Chrupek wykracza dalece poza skromnie zakrojone ramy tego tekstu oraz nasze krytyczne kompetencje. Stąd też gorąco zachęcamy do lektury artykułu Sylwii Kawalerowicz w lipcowym „Zwierciadle”, a także do zapoznania się z prezentowaną w Internecie twórczością Artystki. Nasz artykuł jest tylko swobodną, niepozbawioną pewnych niedociągnięć, a już na pewno nieroszczącą sobie pretensji do autorytarności interpretacją pewnego wątku, który naszym skromnym zdaniem ściśle wiąże się z projektem Gablotki.
[5] Zob. zakładka „Gablotka Statement” na stronie vonchrupek.com. Wszystkie dotychczasowe odsłony Gablotki oraz jej sympatyczni Mieszkańcy zaprezentowani zostali w pełnej krasie w zakładce „Gablotka Gallery” na wspomnianej stronie internetowej. Dzięki uprzejmości Artystki część z tych fotografii może „radować oczy” Czytelników „Bibliotekarza Opolskiego”.
[6] S. Kawalerowicz, Pani od zabawek, [w:] „Zwierciadło” nr 7/ 2016, s. 75.
[7] Zabawki zapraszają artystę i widza […] do regresji ku prewerbalnej sferze dzieciństwa”. Cyt. za: E. Forgacs, Zabawki to my. Zabawki i dziecięcość w dzisiejszej sztuce, [w:] „Czas Kultury” nr 3/ 2007, s. 28.
[8] Powołujemy się w tym miejscu na Miłoszowską definicję „czułości”, którą Noblista określa następująco: „Tendresse. Wolę to słowo niż polskie czułość. Kiedy ściska w gardle, dlatego, że istota, na którą patrzę, jest tak bardzo krucha, ranliwa, śmiertelna, wtedy tendresse.” Cyt. za: Cz. Miłosz, Nieobjęta ziemia, [w:] Wiersze wszystkie, Kraków 2011, s. 863.
[9] S. Kawalerowicz, dz. cyt., s. 79. Warto przy tej okazji wspomnieć o innych wypowiedziach Mirelli von Chrupek, w których objawia się swoista czułość wobec materii nieożywionej. Choćby tę o trosce żywionej w stosunku do lalek z własnej kolekcji, dla których Artystka robi „maleńkie pokoiki, bajkowe scenerie, mini światy”. Zob. S. Kawalerowicz, dz. cyt., s. 80.
[10] Por. dramatyczne apele Ojca, spisane w Schulzowskim Traktacie: „Materia jest najbierniejszą i najbezbronniejszą istotą w kosmosie. […] Bo przecież płakać nam trzeba nad losem własnym na widok tej nędzy materii, gwałconej materii, na której dopuszczono się strasznego bezprawia. […] Czy słyszeliście po nocach straszne wycie tych pałub woskowych, zamkniętych w budach jarmarcznych, żałosny chór tych kadłubów z drzewa i porcelany, walących pięściami w ściany swych więzień?” Cyt. za: B. Schulz, Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą, Kraków 2009, s. 23, 26.
[11] Sformułowania „przestrzeń czułości”, „ciepły inkubator”, „siostra miłości” podajemy za: P. Fijewski, M. Król-Fijewska, D. Krzemionka, Obecność zamienić w czułość, [w:] „Charaktery”, nr 12/2011, s. 16, 17.
[12] S. Kawalerowicz, dz. cyt., s. 75.
[13] Zob. Maja Brzozowska-Brywczyńska, To, co urocze. Notatki o estetyce cuteness, [w:] „Czas Kultury” nr 3/ 2007. Por. też W. Łukaszewski, Czułość i nieczułość, [w:] „Charaktery”, nr 12/2011, a także album Mascotte! Selected by Delicatessen, Modena 2003.
[14] Określenie Mai Brywczyńskiej. Zob. Tegoż, dz. cyt.
[15] Oczywiście, uważny obserwator szybko zaobserwuje, że, jak dokumentują to skrupulatnie niektóre zdjęcia zamieszczone w Internecie, sympatyczne stworzenia wychodzą nieraz z Gablotki ( i tak na „gorącym uczynku” przyłapana zostaje na przykład Dino Bambino). Niemniej podkreślić musimy raz jeszcze, że w niniejszym tekście interesuje nas jedynie moment pierwszego, często przypadkowego kontaktu z Gablotką, Gablotką zaryglowaną. Moment, kiedy Jej mieszkańcy są schowani za szybą, „w rozpalającym wyobraźnię i niemającym dna” wnętrzu.
[16] Zachowanie bohatera Blake'owskiej historii cechuje toporny wręcz brak delikatności; „Ardor fierce & hands of flame”, jak czytamy w tekście oryginału. Zob. W. Blake, The Crystal Cabinet, [w:] The Complete Poetry and Prose of William Blake, red. D. Erdman, Nowy Jork 1988.
[17] Zob. M. Kundera, Życie jest gdzie indziej, przeł. J. Illg, Warszawa 2013, s. 420. Kunderowski trop podsunęli nam uczestnicy rozmowy pt. Obecność zamienić w czułość zamieszczonej we wspomnianych „Charakterach”. Wybraliśmy jednak zupełnie inną scenę z powieści jako najlepszą (naszym zdaniem) egzemplifikację tendresse.
[18] Ch. Baudelaire, Morał zabawki, [w:] Tegoż, Rozmaitości estetyczne, przeł. J. Guze, Gdańsk 2000. Zob. też E. Forgacs, dz. cyt., s. 25.
[19] „Lalka wymaga nie kontemplacji cudzej myśli, lecz zabawy”. Zob. J. Łotman, Lalki w systemie kultury, [w:] „Teksty” 1978/ nr 6, s. 47-48.
[20] R.M. Rilke, Lalki (O lalkach woskowych Lotty Pritzel), [w:] Tegoż, Druga strona natury. Esej, listy i pisma o sztuce, przeł. T. Ososiński, Warszawa 2010, s. 151-152. Por. też na ten temat V. Nelson, Sekretne życie lalek, przeł. A. Kowalcze-Pawlik, Kraków 2009 (rozdz. Traktaty o lalkach).
[21] R.F. Muniak, Efekt lalki. Lalka jako obraz i rzecz, Kraków 2010, s. 156-157.
[22] Miłość Larsa, reż. Craig Gillespie, USA 2007.
[23] Nieczułość Larsa, czyli jego niezdolność do nawiązywania dobrej, ciepłej relacji z otoczeniem (manifestowana choćby przez lęk przed dotykiem) dałaby się wytłumaczyć słowami profesora Bogdana de Barbaro, który upatruje jej źródeł w traumie przeżytej w dzieciństwie. W przypadku postaci brawurowo zagranej przez Ryana Goslinga byłaby to śmierć matki i uczuciowa nieobecność ojca. Zob. „Charaktery”, nr 12/ 2011, s. 22.
[24] Sformułowanie Sylwii Kawalerowicz. Tegoż, dz. cyt., s. 75. Swoisty motyw wyrzeczenia się władzy nad przedmiotami odnajdujemy też w jednej z wypowiedzi Mirelli von Chrupek, kiedy stwierdza, że nie jest „jakoś specjalnie przywiązana do swoich przedmiotów” i że „potrafi bez nich żyć”. Zob. S. Kawalerowicz, dz. cyt., s. 80.

   



"Bibliotekarz Opolski" jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa - Na tych samych warunkach 3.0 Polska